Złocieniec 2020

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, za morzami, w krainie zwanej Złocieńcem,

w środku prawie upalnego lata wydarzyła się…

… dość tego patyczkowania! W ciągu 168 godzin obozu zadziały się następujące sytuacje

(w większości cykliczne):

poranne sesja medytacji pod piankowym baldachimem,

joga (z naciskiem na savasana),

zacięte mecze siatkówki plażowej, również w odmianie nocnej bez noktowizji,

niektóre sztuki doskonaliły się w pradawnej sztuce walki Ki’ijhem,

inne sztuki doskonaliły się w salonie kosmetycznym,

całodobowe turnieje szachowe (stacjonarne i mobilne),

amatorska grupa rekonstrukcyjna (z dominującą trójcą: niewzruszonego rycerza

z Zegarkowic, śniadonogiej nimfy Włoszki oraz …pirata z Zabrza),

czasem ktoś wpadł na chwilę do wody,

a nawet nurkował,

po pysznej kawie na zielonej trawie nikt nie walczył z grawitacją,

tort był smaczny (jak co roku) a Jubilatka coraz młodsza i piękniejsza,

psi patrol wywęszył, gdzie jest święty Mikołaj kiedy go nie ma,

na zamku wyrosły żółte kwiatki,

a madejowe łoże dało się lubić,

klimat psuła jedynie poranna rozpływka…

bo kto się na niej nie stawił, tego tradycja nakazuje rozkrzyżować i na pastwę Chochlika Gilgotka zostawić!

A po jednym koledze ostał się jeno wózek!